piątek, 25 lipca 2014

Ciasto z kwaśną wiśnią

To nie tak, że wszystko było źle. To nie tak. Bo tak pomyśleliście prawda? Było naprawdę dużo dobrego od niej w moim życiu. Dlatego do dziś, myślę o niej, że jest chora. Nie zła, chora. Alkoholizm to choroba duszy i ciała. Nieporadna, przytłoczona. Na własne życzenie kopana w dupę przez los, ale nie zawsze na własne. Na zmianę wkurza mnie straszliwie - i jest mi jej żal.

Potrzebuję upiec ciasto na weekend i myślę, że zrobię właśnie takie jak ona robiła. Oprócz tego, że była mistrzynią serników na zimno, to robiła też to ciastko. Poza tym to nie lubiła piec. Ale takie ciasto, zamieszać, wymieszać, wrzucić owoce o wsadzić do piekarnika - to tak. To też mój smak domu, dobry smak. Czasem z lekkim zakalcem - ale wiadomo, zakalce są najsmaczniejsze! Tak więc tak właśnie dziś zamieszam i będzie, z wiśniami! Oby nie zakalcuchem ;-) Nasz dom był otwarty, zawsze pełno znajomych, jej, moich. Fajne to było, ciepłe, ludzie lubili do nas przychodzić. I to ciastko, żeby zawsze kogoś poczęstować. Sernik na zimno to był od święta. Jeszcze mam od niej parę fajnych patentów na to: jak poczęstować cały tłum ludzia mając prawie nic w lodówce. Była sprytna i radziła sobie. Po prostu kiedyś przestała sobie radzić i choroba wygrała. A ja nie umiałam pomóc i do dziś - nie umiem. 

Ale najgorsze jest w tym to, i z tym się cały czas mocuję, że nie wiem czy gorsze są te złe wspomnienia, czy te dobre. Te złe są złe i można się na nie gniewać i złościć. Z tych dobrych jest tylko straszny żal, że to wszystko tak. Że może to nie musiało tak być, jak się stało i jak teraz jest. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz