środa, 15 października 2014

Czarne wrony

Tak... Czułam w kościach że coś się wydarzy, ale nie chciałam krakać. Wykrakało sie samo.
Przeczułaś to, mówi moja przyjaciółka. Geny. Krew. 
Dziś jeszcze mówiłam - zły biomet, dużo ludzi ma męczące sny, ja też. Ostatnio we śnie łaziłam po ruinach domów, przypominających tą ich ruderę, z latarką, z kimś, czegoś szukaliśmy. Nie wiem czego. 

A dziś... chciałabym być kimś innym gdzieś indziej i nie odbierać jutro telefonu.
I zasnąć. Już dziś, teraz, zaraz.
Czasem bardzo chciałabym nie być dorosła i nie musieć stawiać czół temu co idzie. 

Jakieś pismo o eksmisji dostaliśmy wszyscy. 
Zadzwoń do mnie jutro jak będziesz trzeźwa i powiesz mi co tam pisze, ok? 
Fuck. 

Ther's no me here. Wyszłam. Nie wracam. Nie ma mnie. 

poniedziałek, 6 października 2014

Telefon

Telefon milczy bo przecież nie ma jak zadzwonić do mnie.
Do czasu. Jak coś potrzeba to wiadomka, nagle się sposób znajdzie.
Zawsze jak odbieram numer tego jej gacha, to myślę, że coś się stało. Głupie, wiem.
Stało się tyle, że poślij mi dwadzieścia złotych jakbyś mogła.
Ale jak mam Ci posłać? Za przelew pocztą zapłacę prawie połowę z tego, to trochę bez sensu, a poza tym on idzie 3 dni. No to jak? No nie wiem. Ja też nie wiem.
Już ostatnio było: daj na obiad. Dałam. Jak zwykle zresztą.
Ja wiem, że ona dużo włożyła we mnie, jak było w drugą stronę "mamo daj". Ja też już nieraz opłacałam różne rzeczy... serio. Prąd. Wcześniej inne rachunki. Zapłaciłam za eksmisję. Zakupy duże jak przyjeżdżam to standard. Drobniaki do kieszeni, bo duże przechleją.
A jednocześnie nie zamierzam być skarbonką na gwizdnięcie.
No nie i już. No więc pocztą bez sensu, to nie mam jak.
A w ogóle to co trzeba? Pojechać do Stasia. Na autobus nie ma.
Staś ostatnio dzwonił. Mówił rozżalony, że się umówili i czekał półtora godziny. Poszła sobie gdzieś i nie przyszła. To co tak nagle do Stasia? No bo... ma mieć jakieś pieniążki. Aaaa no to o to chodzi. A to autobus do wioski pod miastem kosztuje 20 zł?
No nie, ale nie będę Cię przecież prosiła, żebyś mi 5 złotych posłała.

No i co, śmiać się czy płakać drodzy Państwo?

wtorek, 30 września 2014

Jesienne strachy

Jesień oznacza, że idzie zima. Zima w budynku takim jak "dom tymczasowy" to koszmar. Chcielibyście zobaczyć jak w środku wygląda? Może Wam pokażę. Później. Nawet nie macie pojęcia, jak mieszkają ludzie tuż koło Was.

Woda w tym budynku to mały kranik na korytarzu. Zimna. Jeden dla wszystkich. Budynek jest w środku nieotynkowany, w zimie jest tam cholernie zimno, rury zamarzają. Ściany nasiąkają wodą przy każdym deszczu, w pokojach grzyb żre ściany. Stare piece kaflowe, każdy oczywiście pali czym popadnie. Za grubą kratą skrzynka prądu, trzeba sobie go w administracji opłacić i wpisać kod. Opłacić, tia... Kibel na korytarzu. Nie mogę się nigdy przemóc żeby do niego pójść pal licho zimno, ale poziom syfu mnie przerasta.
Kiedyś w zimie rozwaliło rury, zostali bez wody. Napisałam wtedy pismo do burmistrza, żeby się tam przeszedł i zobaczył jak tam wygląda. Odpisał. Przedstawił listę remontów wykonanych przez ZBM. Ile razy naprawiali rury na przykład. Tylko, że to nic nie da, w takim budynku. Nic. Mogą sobie tam Ci ludzie zamarznąć, kogo to przecież obchodzi. ZBM? Miasto? Na początku chyba moja matka wierzyła, że ktoś się zainteresuje tymi warunkami, ktoś coś zrobi z tym. Wielkie Rozczarowanie.

No więc idzie zima i martwię się.
Jest możliwość otrzymania węgla od MOPSu. I to jest historia, która podnosi mi ciśnienie bardzo. Broń boże nie przez pracowników tej instytucji. Otóż moja matka idzie z nimi na udry, staje okoniem i z nimi współpracować nie będzie. Dlaczego?
Wymagają do tego uczęszczania na spotkania AA, podpisania papierru o woli leczenia i ogólnie współpracy. I co ona na to? Tysiąc historii. Nie będą jej mówić co ona ma robić! Ona nie będzie żadnych papierków podpisywać! Dziesięć razy tam łazić! Bo ona tej baby nie lubi, bo bo bo. Bo nie. Bo żadna terapia, bo ona sama. Dam sobie radę, ja sama, ja sama, mam to po niej. Od dawna nie daje.
Mówię: ktoś Ci chce dać coś za darmo, a nie masz kasy. Idzie zima. Wystarczy chodzić na spotkania i to wszystko, podpisywać papiery. To tak strasznie dużo? Nie i koniec. Z MOPSem ma pieńku, bo ich oszukuje, nie współpracuje, ściemnia ile wlezie. No więc węgla nie będzie. Za to będzie zima.

Tak, wciąż piszę o mojej mamie.
Tak, ja też mam te same sprzeczne uczucia...
No bo nie ma że za nic dostaje się wszystko, coś za coś. Pasożyty, możecie powiedzieć, żule i menele, nie chcą współpracowa - to ich problem. A jednak...
Wiecie jaka w rym momencie króciusieńka droga, żeby została bezdomną?
Moja mama.

środa, 24 września 2014

Przypadek

Jadę dziś pociągiem, miła podróż, nogi w zielonych rajstopach, jest mi radośnie. Telefon nieczynny na trzy dni, spokój. Oczywiście coś w środku mówi mi, że może ona się martwi...  Ale to odruch z czasów, kiedy dzwoniłam do niej codziennie. Jak jeszcze miała któryś z licznych telefonów, później gubionych, kradzionych, nie wiadomo co jeszcze się z nimi działo. Teraz nie mam jak do niej zadzwonić. Ale akurat o tym nie myślę. Jadę, jest słońce. 

Jeden przystanek dalej wsiada do pociągu chłopak z walizką. Mniej więcej w moim wieku, żegna się na peronie z mamą. Widać, że to mama, mają ten sam trochę śmieszny kształt nosa. On wyciera oczy pod okularami, uśmiecha się, że niby nie płacze, jej trochę drżą usta. 

Moje oczy nagle mokną, na chwilę czar dnia pryska. Zdziwiona dziewczyna naprzeciwko patrzy jak gwałtownie szukam w torebce chusteczki. Tssss, zamykają się drzwi. Chłopak mija moje siedzenie, macha przez okno. Jedziemy dalej. Nie myśleć. Czy można nie myśleć? 

poniedziałek, 1 września 2014

Szlafrok w paski

Śniła mi się dziś, w męczącym śnie.
Z kranu nie leciała woda i próbowałam się dowiedzieć, czy za nią zapłaciła.
W moich snach ma na sobie stary, rozczłapany szlafrok w brązowe paski i rozczochrane włosy. Kupiłam kiedyś ten szlafrok jej facetowi, miłości jej życia. Oczywiście, jak to zbuntowana nastolatka, nie lubiłam go wtedy. Ale kochali się, jestem tego pewna. Niestety źle się skończyła ta miłość Wiwi i Orzeszka (Tak do siebie mówili). Niestety również przez alkohol. Była awantura i policja, siniaki po obu stronach. Spałam w tą noc u mojej przyjaciółki z liceum, jedną ulicę niżej. Pamiętam, jak strasznie potem piła przez kilka dni, jak pilnowałam jej w nocy, kiedy mówiła coś przez sen i płakała. Trzymałam ją za rękę i głaskałam po głowie.
Potem jeszcze długo, długo nosiła ten szlafrok po domu.

Jaką ją zapamiętam...?

Coraz bardziej przerażam się czasem przeszłym, którego zaczynam używać, kiedy o niej myślę. Moja mama zawsze mówiła... mówi. A może już tak nie mówi...? Właściwie coraz bardziej nie wiem.

środa, 27 sierpnia 2014

Powroty

Nie pisałam, pojechałam na urlop. Przez ponad dwa tygodnie nie myślałam o tym co się tu dzieje, nie czytałam wiadomości, telefon niemalże milczał. Wyczyściłam głowę wiatrem i pustą przestrzenią.

Tuż przez urlopem zadzwonił jej kolega, pan Stanisław, ma ok. 70 lat, to jedyna osoba z którą czasem rozmawiam o tym jak tam u niej jest. O tym, że nam obojgu przykro, że nam jej szkoda. On stara się jej pomóc, ale skarży się, że daje jej pieniądze na prąd, na jedzenie, a ona je przepija. Nie dziwi mnie to, tą lekcję już odrobiłam. Do ręki daję już tylko drobne.

On mówi z żalem: myślałem, że na urlopie przyjedziesz tu na parę dni i spróbujesz coś zrobić. Natychmiast włącza mi się tarcza obronna, wysuwam kolce, choć nie chcę nimi ukłuć. Ale co miałabym tam zrobić? Przełykam ślinę. Widzę to oczyma wyobraźni, jak jestem parę dni w tym mieście, jak widzę ją co dzień pijaną, jak boli mnie codziennie żołądek i pieką oczy. Urlopowy koszmar. Namówić ją na leczenie - mówi on.

Otóż próbowałam "coś z tym zrobić" milion razy. Milion rozmów. Krzyków. Łez. Spokojnych rozmów. Namawiań. Obietnic. Podpisywanych świstków. Prób. Rozmów. Łez. Prób. Rozmów. Niestety teraz już myślę, że gdyby łzy córki, namowy córki, tłumaczenia córki, chcenia córki miały zadziałać, stało by się to już milion szans temu, milion rozmów temu, milion łez temu, lata temu. Brakuje w tym jej chceń. Przecież nie ma problemu. Ona nigdzie nie pójdzie, chyba zwariowałam. Albo pójdzie. Dziś. A jutro zmieni zdanie. Podpisze papierki. A potem zapije. I zapomni. Zaśpi. Stchórzy. Nie chce jej się. Ona nie będzie nikomu opowiadać nic. Czuje się lepiej. Radzi sobie. Zmieni temat. Okłamie, że była. Abo powie, że lekarz jej napisał, że jest zdrowa.

Panie Stanisławie, to bez sensu. Ja naprawdę już nie mam na to, na nią wpływu.
Panie Stanisławie, ja naprawdę potrzebuję odpocząć.
Tłumaczę jemu i sobie.

Odpoczęłam, naprawdę.
Niestety zawsze trzeba wrócić.
Chciałabym jej po prostu poopowiadać jak było, tak jak kiedyś, kiedy wracałam po wakacjach.

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Czasem jest dziś

Czasem po prostu za nią tęsknię.

Mój rozum mówi wtedy - tęsknisz za kimś kogo już nie ma. Za nią taką, jaka była wtedy.

Pewnie po prostu dlatego, że byłam dziś u denysty. Stare głupie lęki i takie dziecięce "chcę do mamy" mojego wewnętrznego dziecka.