środa, 23 lipca 2014

Szprycha

Idąc do pracy przystaję przed przejściem dla pieszych, czekam na zielone. Odbijam się w szybie, czarna sukienka, torba. Myśli opadają mnie nagle, jakbym zgarnęła nić babiego lata na twarz.
Mam trzydzieści lat - myślę. Kiedy ona miała 30 lat była piękną kobietą. Tu gdzie teraz mieszkam mówi się: dżaga, u nas mówiło się: szprycha. Talia osy, makijaż, obcas, sukienki. Ruda grzywa na głowie. Była piękna. Ja wyglądam inaczej. Ta sukienka to święto. Ale też mam 30 lat, tak jak ona wtedy.
Czy boicie się czasem przyszłości? Mnie czasem dopada taki lęk. Ona też nie myślała, że tak właśnie będzie, kiedy miała te trzydzieści lat. Nadzieje młodych ludzi.
Wtedy się bardzo boję. Boję się, że odtwarzam jej kroki na drodze do samozniszczenia.
Otrząsam się, zapala się zielone. Idę dalej i staram się nie myśleć, zebrać z siebie tą pajęczynę myśli. I tylko zastanawiam się, co tam u niej słychać. Bo przecież tak poza tym wcale o tym nie myślę.
Czy to dobrze... czy to źle... ?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz