wtorek, 28 października 2014

Kontrasty

Dzwonią do mnie w pracy.
Potem trzęsą mi się ręce, dobrze, że akurat nikogo w biurze nie ma, bo oczywiście się wkurzam i podnoszę głos. 
Pancia z biura w rozklekocie. 

Nie odbierają pism, nic nie robią, w dupie wszystko mają. A teraz zrób coś i zrób. 
Duch święty i czardziejka im potrzebna. 
Zadzwoń ją opiedolić, mowi ten świr. No więc tak, mam zadzwonić tak z ulicy do prezeski ZBMu i ją opierdolić za to, że właściwie nie wiem co. Że jestem córką, może za to. Zrób coś dla matki, wydziera się ten świr, masz niewyparzoną gembę to tam zadzwoń. 
Więc i ja podnoszę głos. Bo może byście wreszcie coś k.wa sami z sobą zrobili? Zamiast tylko polewać i pierdolić? A może byś wzięła dupę w troki i poszła tam porozmawiać? Zamiast napadać na wszystkich i na mnie?

Czarna sukienka, kozaczki, wyższa pierdolencja. Moja wyższa pierdolencja wydziera się w biurze, w niecenzuralnych słowach. Cudnie. 

No i oczywiście dzwonię do tego ZBMu, bo przecież nie da sie od nich nic sensownego dowiedzieć. Pani z ZBMu rozmawia ze mną spokojnie, dowiaduję się o przeniesieniu do budynków socjalnych, mówi, że jeżeli chodzi o standard to lepiej. Ale oczywiście wszystko na prąd, trzeba będzie płacić. Jest zmieszana, kiedy się dowiaduje, że to córka. Ja nie jestem. Czuję się jakby mi twarz skamieniała, kamienna maska, miły głos. To nie ja. Już z tyloma osobami rozmawiałam o tym. Już tyle wstydu przy niej zeżarłam. 
Jedna łyżka więcej. 

Dzwonię do niej i mówię, żeby się wzięła w garść, że może to jakaś zmiana na lepsze jest. Tylko musi się spiąć. I odbierać do cholery te pisma. Boże, dobrze, że jestem daleko. Chyba bym ich tam rozszarpała. Dziękuje i pyta: a kiedy przyjedziesz? 
Nie wiem, nie szybko - odpowiadam. 
A mam ochotę powiedzieć: już nigdy. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz